Errata. Wedle relacji Kol. Armanda Kasprowicza płynącego Pliszką w 1998 (5 lat później): W oda w rzece jest wszędzie krystalicznie czysta. Zmętnienie, o którym piszę wielokrotnie było najpewniej rezultatem bagrowania - co czasami jest konieczne. Kolega zlekceważył moje ostrzeżenie o mule przy wpływie na jezioro Ratno i za karę uwięził się na dwie godziny. Pomostów wędkarskich było zdecydowanie mniej. jezioro Gądkowskie przeludnione, harcerzy nad Kokoszką nie było.
Niniejsze opracowanie składać się będzie z obszernego wstępu i opisów odcinków: górnego, środkowego i dolnego. Spływ Pliszką odbyłem na przełomie sierpnia i września 1993.
Pliszka jest prawym dopływem Odry. Jej ujście znajduje się nieco powyżej Świecka. Rzeka płynie przez lasy zwane Puszczą Rzepińską. Można bez przesady powiedzieć, że rzeka na całej swej długości nigdzie nie wypływa z lasu. A lasy, które porastają wysokie zbocza doliny o bardzo urozmaiconej rzeźbie, są piękne i bezludne. Przeważają sosnowe, choć często spotykamy mieszane, a na terenach podmokłych - olchowe. Oczywiście lasy bogate są w zwierzynę, przy sprzyjającej pogodzie obfitują w grzyby i podobno także w jagody.
Z pewnym wyprzedzeniem, ale wszystkie przewodniki tak postępują, podam ogólną ocenę szlaku: t2, u4, *** (w odcinku środkowym u3 i **). Ocena w pełni obiektywna jest niemożliwa. Każdy wicher w zimie, czy na wiosnę może spowodować takie zatory, które zmienią współczynnik uciążliwości. Ilość gwiazdek natomiast zależy jedynie od gustu zwiedzającego. Takie czynniki jak brak zadrzewienia, hałas i uciążliwa cywilizacja, czy brudna woda tutaj nie mogą naszej oceny obniżyć. Woda w rzece jest czysta - brak jakichkolwiek trucicieli - jednak płynąc przez tereny bagienne i wypełniając sztuczne spiętrzenia Pliszka jest rzeką mętną na odcinkach środkowym i dolnym. Jedynym źródłem hałasu i przypomnieniem o kochanej cywilizacji są dwie przecinające się linie kolejowe - pociągi słychać na odcinku górnym i środkowym - na dolnym absolutnie nic nie zagłusza przyrody. (Oczywiście pechowcy mogą spotkać ekipę "zmechanizowanych" drwali.) Tak więc nie ma czynników, które mogłyby poważnie obniżyć ocenę malowniczości szlaku. "Malowniczość" to nazwa umowna. Chodzi tu nie tylko o piękno krajobrazu, ale o ogół przeżyć estetycznych turysty, na co czystość środowiska ma duży wpływ. Nad Pliszką środowisko to jest praktycznie nieskalane.
Niesposób oprzeć się tu małej dygresji na temat doznań estetycznych i nieskalanie czystego środowiska. Dotyczy to nie tylko Pliszki, lecz każdej czystej rzeczki nizinnej. Dno rzeczki przy niskich (i nie tylko niskich) brzegach jest zazwyczaj grząskie, a same brzegi porośnięte są przez gęste dwumetrowe pokrzywy. Lądowanie i obnoszenie ekwipunku w czarnej mazi może dotychczasowe najpiękniejsze wrażenia nieco osłabić (unikajmy słowa "zniweczyć", bo jest zbyt drastyczne). Turyście, który nigdy nie przenosił sprzętu w głębokim czarnym błocie (jaki zapach!), stanowczo wyprawę Pliszką odradzam, bo tu prawdopodobieństwo takiej konieczności jest wyższe niż 50%.Optymiści prowadzą szlak kajakowy z jez. Trześniowskiego (Ciecz), nad którym leży znany w świecie Łagów - perła Ziemi Lubuskiej. Mimo przepięknych okolic, na wielu odcinkach przeprawa nie ma cech spływu z powodu małej ilości wody, ogromnego spadku (regulowanego zaporami), zakrzaczenia i długich obnoszeń, z których ostatnie (1500m) prowadzi do osady Kosobudki, od której proponuję rozpocząć odcinek górny, pomijając "źródłowy" jako zbyt karkołomny1).
Cała trasa w sposób naturalny dzieli się na trzy odcinki, przy czym środkowy, sztucznie podpiętrzony (stało się to ponad 100 lat temu), jest praktycznie pozbawiony prądu i przepływany bywa w obu kierunkach. Sięgając do terminologii muzycznej możnaby nazwać odcinki spływu następująco: Allegro ma non troppo, Grave, Allegro rubato. Każda z części tego dzieła posiada w swej treści dalsze różnorodne określenia wykonawcze, lecz ich wymienianie doprowadziłoby do napisania przewodnika kajakowego po włosku.
Taki układ trasy powinien odpowiadać wszystkim turystom: odcinek środkowy - łatwy i spokojny - pozwala odpocząć po trudach odcinka pierwszego i zebrać siły na pokonanie ostatniego.
W zasadzie pierwszą nadrzeczną wsią nad Pliszką jest Sądów - wieś, w której można spływ zakończyć. Po drodze mijamy wprawdzie osady: Kosobudki, Drzewce, Pliszkę, ale sprawiają one wrażenie wymarłych i nie ingerują w życie rzeki. Odcinek Kosobudki - Sądów jest odwiedzany przez spływy, które w ciągu wielu lat "uporządkowały" trasę wycinając przejścia przez zwalone drzewa. Zatory tworzą się bez przerwy i każdy znajdzie zajęcie przy ich udrażnianiu. Obnoszenia na Pliszce są stosunkowo rzadkie (jak na współczynnik t4); częste są przepychania, przeciągania, przeciskania, a że woda nie jest tu najcieplejsza, przekonujemy się przy jeszcze jednej spływowej przyjemności - holowaniu. W połowie szlaku, nad jez. Gądkowskim ośrodek wypoczynkowy, a nieco dalej zorganizowane pole biwakowe. Ośrodek prowadzi wypożyczalnię sprzętu wodnego. Wczasowicze docierają kajakami do jez. Ratno (kilka kilometrów powyżej), gdyż Pliszka jest tu szeroko rozlaną rzeką, praktycznie bez prądu. Również wędkarze upodobali sobie ten odcinek . Jezioro Gądkowskie kończy się jazem, za którym rozpoczyna się odcinek dolny.
Kajakarze sportowcy są w stanie "zaliczyć" Pliszkę w ciągu trzech dni - po jednym na każdy odcinek. Radzę nie naśladować wyczynowców - Pliszka zasługuje na conajmniej dwukrotne wydłużenie tego czasu. Piękne lasy na każdym odcinku zachęcają do pieszych wypraw "w głąb lądu", tak że można nad Pliszką spędzić 7 do 10 dni.
Po uzyskaniu zezwolenia (konieczne paszporty) można kontynuować spływ Odrą (tylko kilka godzin) do ujścia Warty, gdzie można rozpocząć kajakową wędrówkę po wodach Basenu Słońskiego, ale to propozycja przede wszystkim dla wędkarzy, my wracamy nad Pliszkę.Miejsc wodowania i lądowania jest na Pliszce sporo, jeśli tylko dysponujemy własnym środkiem transportu.
Koleją dojedziemy do stacji:
Leśny spacer z przystanku Drzewce (na linii Poznań - Rzepin) jest przy sprzyjającej pogodzie bardzo przyjemny. Po wielomiesięcznym pobycie w mieście rozkoszujemy się żywiczną wonią puszczy i prawie nie zauważamy kilkudziesięciu kilogramów bagażu w plecaku i na wózku. Można próbować zorganizować we wsi Drzewce Kolonia (przy przystanku Drzewce) transport sprzętu, ale lepiej na taką możliwość nie liczyć. Trzy kilometry to odcinek niedługi; awaryjne, przedwczesne zakończenie spływu może wiązać się z koniecznością transportu "ręcznego" całego ekwipunku na odległość 8km. Takie to są bezludne okolice! A z możliwością awarii należy się liczyć i to nie dlatego, że Pliszka jest rzeką szybką, techicznie trudną, przeciwnie - spokojnie płynąca woda nie tworzy zwar na podwodnych kołkach, a że jest mętna, trudno je zauważyć. A podwodne kołki w puszczańskiej rzeczce są zjawiskiem normalnym, co zmusza nas do podporządkowania nawigacji starożytnej zasadzie "śpiesz się powoli".
Podsumowując stwierdzam krótko: w ciągu ostatnich 50 lat cywilizacja ani o włos nie zbliżyła się do Pliszki. Jest ona nadal rzeką odludną - może nie tak dziką, ale to już zasługa kajakarzy, którzy czynią syzyfowe wysiłki, aby udrożnić jej koryto. Ślady tych chwalebnych przepiłowań i przerąbywań spotykamy co krok. Rzeka należy jednak do wyjątkowo upartych i co chwila tworzy nowe zatory ku utrapieniu wiosłujących.
Jedyną poważną przykrością jest brak miejsc na ogniska - Pliszka wszak nigdy nie wypływa z lasu.
Ponieważ wodowanie z bezpośredniego sąsiedztwa mostu jest trochę niewygodne (unikajmy określenia "karkołomne"), można uczynić to nieco wyżej z łączki, gdzie za zgodą gospodarza możnaby biwakować. Korzystamy z okazji nabrania bardzo dobrej wody na herbatę, najlepiej na całe dwa dni i ruszamy.
Tekst "ostrożnie sprowadzamy kajak po kamieniach pod mostem" występuje niezliczoną ilość razy we wszystkich przewodnikach kajakowych. Kamienie są zjawiskiem normalnym (pod mostami) i nie warto o nich pisać. Pliszka nie stanowi wyjątku potwierdzającego tą regułę, lecz stosuje się do niej, co, jak się przekonamy na odcinku środkowym, może dać pozytywny efekt.
Za mostem czeka nas jedna minuta spływu bez przeszkód. Pierwszy zator wymaga obnoszenia prawym nieco grząskim, nieco zapokrzywionym i zakrzaczonym brzegiem - tylko 25 metrów. Dalej płyniemy powoli ze zmiennym szczęściem: zatory, mielizny, przeciągania są na porządku dziennym, ale zdarzają się też odcinki spokojne, gdzie rzeczka meandruje wśród podmokłych łączek. Prąd słaby lub umiarkowany, woda przejrzysta, zimna, dno piaszczyste. Wiele pięknych biwaków. Maksymalny czas potrzebny na znalezienie dobrego biwaku na tym odcinku wynosi godzinę, a to dlatego, że w kilku miejscach dolina rozszerza się i podmokłe łączki lub laski olchowe stanowią przeszkodę na drodze do suchego lądu. Orientacyjna długość odcinka wynosi 10km., ale z uwagi na piękno otaczających lasów, zmęczenie podróżą i częste holowania w bardzo zimnej wodzie, przeznaczamy na jego zwiedzenie 2 dni.
Malowniczy staw młyński w Kijewie. Przed nim
i na jego początku ładne biwaki. Późnym popołudniem
warto zatrzymać się na nocleg, gdyż po przenosce
czeka nas długi odcinek całkowicie bezbiwakowy.
Za zgodą gospodarzy lądujemy przy małym pomościku. Groblą prowadzi droga wiejska. Rzeka wypływa dwoma rwącymi strumieniami, które po niecałych 100m łączą się ze sobą i tu można wodować, najlepiej z "wyspy". Płynąć na razie nie można, wędrujemy więc pieszo
po śliskich kamieniach dalsze 100m.
Przed linią elektryczną prowizoryczna "kładka" na zwalonych drzewach, a na prawym brzegu możliwy biwak
IV kategorii. Stąd niedaleko do jednego z gospodarstw
osady Kijewo, gdzie także dobra woda na herbatę.
Do tego "mostku" podpływają łabędzie mieszkające gdzieś niżej i tu wyznaczamy umowny początek
odcinka drugiego.
Dolina rozszerza się znacznie, prąd zanika zupełnie. Bardzo głęboka rzeczka meandruje szeroko wśród mokradeł. Można odnieść wrażenie, że jest to całkowicie zarośnięte jezioro, którego żywot dobiegł kresu i po którym pozostały gdzieniegdzie maleńkie oczka wody2). Wiele razy zbliżamy się to do jednego, to do drugiego brzegu doliny. Stare przewodniki mówią o biwakach na prawym brzegu. Nie ryzykowałem lądowania, mimo ze za przybrzeżnymi mokradłami widać było suchy las. Dopiero w miejscu, gdzie dolina wyraźnie "ma ochotę" zwęzić się, można bezpiecznie lądować, by po pokonaniu wąskiego pasa podmokłej olszyny osiągnąć suchy piękny las sosnowy. Oddalając się ok 300 m w głąb lądu odnajdziemy urocze śródleśne jezioro. Ten spacer warto zaliczyć. Są grzyby.
Dolina w końcu zwęża się zupełnie i przybiera kształt gigantycznego rowu o stromych zadrzewionych zboczach. Na górze po lewej leśniczówka, za nią prymitywny mostek - kładka. Obnoszenie przykre - muł, błoto i pokrzywy; trzeba wymościć dojście do wody gałęziami, których na szczęście nie brakuje. Niestety po kilku minutach następna przeszkoda w postaci ogromnego zwalonego drzewa. Lewy brzeg stromy i bardzo wysoki. Liczne ścieżki wydeptała zwierzyna. Na górze piękna polanka. Wieczorem warto wnieść na nią sprzęt i przenocować. Stąd lądem 700m do miejsca wodowania za przeszkodą w Pliszce. Można oczywiście przeciągnąć kajaki i płynąć dalej do mostu i za nim lądować wygodnie na prawym brzegu tuż przed "wodospadem". Niestety przy tym "nabrzeżu" mieści się tylko jeden kajak.
Od długośći przenoski zależy komfort przyszłego wodowania. Drogą leśną dostępną dla samochodów dojdziemy do polany o rozmiarach lotniska (oddzielonej od rzeki pasem przybrzeżnego lasku). Na początku polany można wodować względnie wygodnie. Można ewentualnie biwakować na polanie, można również tu rozpocząć spływ sobotnio-niedzielny po środkowym odcinku Pliszki. Można także tu zakończyć zwiedzanie odcinka środkowego pod prąd.3)
Zaznaczana na mapach topograficznych osada Pliszka, to duże gospodarstwo hodowli pstrąga. Stawy hodowlane i budynki gospodarstwa położone są na lewym brzegu rzeki za jazem. Przez Pliszkę przechodzi szosa o numerze trzycyfrowym Zielona Góra - Gorzów. Przeciętnie co minutę (w godzinach szczytu) przejeżdża tędy samochód i w sytuacji awaryjnej można liczyć na podróż autostopem do najbliższej wsi. Jeżdżą tędy także autobusy PKS, ale tylko dwa na dobę (mają koło gospodarstwa przystanek warunkowy). Brzegi rzeczki wydeptane przez wędkarzy. Widocznie można tu spotkać ryby, które uszły z niewoli w stawach hodowlanych. Płyniemy bez przeszkód. Las podmokły, brzegi niskie, prąd coraz słabszy, pojawiają się kępy trzcin, które po pewnym czasie całkowicie opanowują koryto zmuszając do przedzierania się. To już jezioro Ratno, ale osiągnięcie jego plosa nie jest łatwe. Broni go zdradliwa warstwa mułu tuż pod po wierzchnią wody. Należy po uporaniu się z trzcinami płynąć dokładnie ku środkowi jeziora unikając prawej zatoki.
Jezioro Ratno ma kształt owalny, brzegi całkowicie zalesione, wysokie. Z daleka widać szeroki wypływ na przeciw ujścia, po lewej biwak na wysokim brzegu. Woda mętna i znacznie cieplejsza. Jezioro jest odwiedzane przez wędkarzy i wczasowiczów, którzy przypływają tu kajakami z ośrodka w Gądkowie Wielkim.
Czekają nas 2 godziny wiosłowania szeroką rzeką pozbawioną prądu i dobrych miejsc biwakowych. Brzegi doliny porośnięte pięknym lasem, ale przy samej wodzie pas mokradełek. Wędkarzom to nie przeszkadza, Budują swoje pomościki co kilkadziesiąt metrów.
Mijamy most kolejowy; przy normalnej wodzie można ostrożnie przepłynąć bez wysiadania z kajaka, ale na szczęście dla biwakujących nad Ratnem, rowery wodne (których zresztą w Gądkowie nie ma wiele) nie radzą sobie z kamienistym bystrzem. Woda bardzo mętna, ale krajobraz piękny. Rzeka szeroko rozlana płynie długimi prostymi odcinkami. Zbocza bardzo wysokie, piękny las. Pod koniec kilka meandrów zapowiada jezioro Gądkowskie Wielkie4). Zapowiedź tą potwierdza most drogowy (także z kamieniami, ale woda jest tu dostatecznie głęboka) na szosie do Gądkowa Wielkiego.
Jezioro jest piękne: brzegi wysokie całkowicie zalesione, wiele zatok i półwyspów. Po prawej wspominany ośrodek wypoczynkowy - prezentuje się schludnie. Tu warto zażyć kąpieli, nabrać wody na herbatę, zrobić wycieczkę do wsi, gdzie działa od niepamiętnych czasów sklep spożywczy, jedyny na opisywanym szlaku.
Szukając biwaku nad jeziorem Gądkowskim oddalamy się od hałaśliwego ośrodka i zwiedzamy dalsze zakątki. W 2/3 swej długości jezioro "skręca" w lewo i stopniowo przechodzi w długą zwężającą się zatokę o nazwie Łapinóg. W miejscu, gdzie jezioro skręca, na prawym brzegu ładny zorganizowany biwak przy wąskim przesmyku między jeziorem Wielkim i Małym. Jeziorko Małe, całe także w lesie, jest w zasadzie zatoką jeziora Wielkiego; wodę ma znacznie przejrzystszą niż Wielkie i jest głębsze (ponad 3m). Wszystko wskazuje na to, że jeziorko to było niegdyś samodzielnym zbiornikiem, a Wielkie powstało w wyniku spiętrzenia Pliszki5).
Lądujemy na opisanym biwaku
tuż po wpłynięciu na jeziorko Małe, na prawym brzegu. W 1993 roku zainstalowana tu pompa ręczna
działała, a woda doskonale nadawała się na herbatę.
Dzikie biwaki znajdziemy nad Łapinogiem, ale niestety
im bliżej końca zatoki, tym mętniejsza woda (i płycej).
Za to krajobraz staje się coraz piękniejszy. Liczne
używane i zrujnowane pomosty świadczą o wędkarskich atrakcjach akwenu.
Dopływamy do jazu. Wygodna przenoska lewym
brzegiem kilkadziesiąt metrów. Tu można dojechać
samochodem i ewentualnie postawić namiot.
Na tym odcinku Pliszka przypomina mi dopływ Gwdy - Czernicę poniżej Czarnego. Czernica również sprawia wrażenie rzeczki dzikiej, jednak nie jest tak odludną, co więcej, na jednym z jej brzegów rozgościł się poligon wojskowy. (Nad Pliszką Sił Zbrojnych nie spotkamy.)
Brzegi coraz wyższe, prąd przed Kokoszką nieco przyśpiesza. Jest przepięknie i dziko. Z prawej odpływ młynówki, którą w pierwszej chwili oceniamy jako dopływ tajemniczej niezaznaczonej na mapach rzeczki.
.......................................
.......................................
Tak, w zasadzie napisałem o Pliszce wszystko: o jej uroku, o jej nieprzejrzystej wodzie, o bagnach, lasach, nawet o łabędziach (dziwię się, że znoszą tak zimną wodę), o ścieżkach wydeptanych przez zwierzynę, o pięknych i awaryjnych biwakach, o holowaniu, o obnoszeniach, o mule, pokrzywach, przeciąganiach, rybach (które rzeczywiście są) i wielu innych różnościach. Wspomniałem o możliwości biwakowania tuż przed miejscowością Pliszka na wysokim lewym brzegu. Miejsce to jest wymarzonym pólkiem biwakowym, tyle że na wysokości 8-go piętra (bez windy). Spacer ścieżką jeleniową trzeba odbyć kilkanaście razy. Doświadczyłem tej przyjemności i nie żałuję. W środku nocy obudziło mnie smakowite mlaskanie. To prawowity właściciel tego terenu (chyba jeleń, nie wyglądałem z namiotu, by go nie płoszyć) delektował się soczystą, rosą pokrytą trawą. Obszedł kilka razy nasz namiot, przyglądał się kajakom i co chwilę wydawał wielce zdegustowane prychnięcia. Zbiegł z łoskotem do rzeki, ale po godzinie i po dwóch cały rytuał powtórzył się od początku. Podejrzewam, że gdy trzydzieści lat temu inni kajakarze biwakowali na tej samej łączce (bo dlaczego nie mieliby tu biwakować?), odwiedzał ich dziad naszego jelenia i również prychał z dezaprobatą.
Nad Pliszką wszystkie zegary zatrzymały się 50 lat temu. I to jest najważniejszy powód, by znów tu kiedyś wrócic.