Pochwała Pilicy

Długo "przymierzałem się" do opisu szlaku wodnego Pilicy,wreszcie zabrałem się do pracy. Przeszkód było kilka. I brak map, i brak szczegółowych notatek, i wreszcie to, że minęło ponad 10 lat od krótkiego spływu tą rzeką. Nie sądzę, by opis szlaku, a raczej jego charakterystyka, był nieaktualny. Nasza gospodarka nie ingeruje zbyt natarczywie w zycie rzek śródlądowych (oczywiście, oprócz ich zatruwania) - wielokrotnie podczas spływów korzystałem z mapek o stanie aktualności sprzed 30 i więcej lat i zaskakiwała mnie ich dokładność. Inna sprawa, że staram się pływać po terenach słabo zagospodarowanych, puszczańskich rzeczułkach, bagnach i jeziorach. Pilica jest tu pewnym wyjątkiem, to rzeka zupełnie inna niż szlaki pomorskie, które opisywałem do tej pory. (jeszcze inną jest Obra, którą zwiedzałem też ok 10 lat temu.)

Zwiedzenie całej Pilicy, to dwa tygodnie uczciwego płynięcia. Zacząć można już w Szczekocinach, lub w niżej położonym Koniecpolu, lub jeszcze trochę niżej w Maluszynie - ten ostatni punkt wodowania dla tych, którzy nie lubią częstych młynów i zastawek. Odcinek Szczekociny - Koniecpol pominęliśmy, mimo że na mapie prezrntował sie ciekawie: sporo drzew, brak osad w pobliżu rzeczki, łączki, mokradełka. Przewodniki zgodnie oceniają wysoko uciążliwość tego fragmentu.

Koniecpol, to miasteczko położone w połowie drogi między Częstochową a Kielcami. Mały węzeł dróg żelaznych, fabryka płyt pilśniowych. Z dworca kierujemy się ulicą wzdłuż torów kolejowych ulicą w kierunku Częstochowy. Przecinamy tory i wędrujemy w tym samym kierunku po drugiej ich stronie. Nie próbujemy wodować na kanale przecinającym naszą drogę, bo podobno prowadzi "do nikąd". Wodujemy już na rzece pod mostem kolejowym (dał nam schronienie przed deszczykiem). Odległość ok 1 km; może opłaci się poszukiwanie bagażówki, ale w niedzielę może to być niewykonalne.

Płyniemy spokojnie w szpalerze drzew. Prąd umiarkowany, przeszkód niewiele, choć moczące się w wodzie końce gałęzi zmuszają do lawirowania. Kilkakrotnie zdarzyło nam się spotkać podwodne potwory wyskakujące z nieprawdopodobnym hałasem nad wodę. To ryby z zainteresowaniem oglądały płynących. Nie wiem, jak jest dzisiaj, ale wszystkie chyba nie wyginęły.

Jesli płyniemy w końcu lata, na zakolach skarpy porośnięte są jeżynami - wspaniała okazja skosztować coś rzeczywiście dobrego. Ponieważ poranna mżawka opóźniła nasz start, na biwak zatrzymaliśmy się na lewobrzeżnej łączce, za mostem do wsi Radoszewnica. Krótki spacer do pobliskich zastawek przekonał nas, że i tam można biwakować, ale na stromym, wysokim brzegu.

Do wsi Maluszyn, skąd rozpoczynają się spływy masowe, mamy 5 przenosek z okazji stawów i młynów. Ogólnie nie są one najwygodniejsze, ale krótkie. Mimo,że lasów w bezpośrednim sąsiedztwie nie widać, nadrzeczne błonia w wielu miejscach znakomicie nadają się do biwakowania. Co chwila spotykamy dorodne nadrzeczne jałowce. Dno rzeki piaszczyste, woda czysta. Marzymy o prawdziwej piaszczystej plaży, ale niezbyt długo, bo oto mijamy Maluszyn, gdzie pierwsze płycizny zmuszają do wysiadania z kajaka, a dalej rzeka rozlewa się na ponad 100m tworząc wiele ramion i jeszcze więcej wysepek i wysp - piaszczystych, bezludnych. Z radością brodzimy boso w gorącym piachu. (Wszystkim kajakarzom radzę zamówić zawczasu słoneczną pogodę.) Taki krajobraz powtórzy się jeszcze wielokrotnie i nigdy nie będziemy pewni, czy wybraliśmy najgłębszą odnogę.

Po prawej widzimy lasy, niestety znacznie oddalone od naszego szlaku. Dopiero na godzinę przed Przedborzem prawobrzeżny las dochodzi do rzeki. Biwak tu znakomity. Na pobliskiej wielkiej łące można znaleźć źródełko (pokazał mi je dyżurujący tam pasterz).

W Przedborzu (zakupy) maleńkie bystrze pod mostem, a za nim na lewym brzegu w parku miejskim stanica wodna (podczas naszej wycieczki zamknięta na głucho). Przedbórz, to miasto stare, powstało ok XII w i odgrywało dużą rolę w handlu. Najstarszym zabytkiem jest kościół na prawobrzeżnym wzniesieniu (wspaniały widok!).

Za miastem początkowo rzeka wąska, prąd szybszy, w okolicy lasy. Niżej wszystko wraca do normy: znów niezliczona ilość odnóg i wysepek. W okolicy wsi Przewóz największe zwężenie i bardzo malowniczy krajobraz. Ponieważ rzeka staje si na tym niedługim odcinku głębsza - sporo kąpiących się.

Duży dopływ z prawej. To Czernica, wypływająca gdzieś w Górach Świętokrzyskich. Przybijamy do prawego brzegu 200m za ujściem. Miejsce wymarzone, ktoś długo tu mieszkał, bo i schody zrobił eleganckie, i miejsce na ognisko. Jedynym mankamentem są komary. Nigdy w życiu nie widziałem ich aż tyle. Oddychanie wielce utrudnione, wpadają do nosa, do gardła, a że gryzą, nie muszę dodawać. Wszystkie komary są takie. Płeć piękna zamknęła się w namiocie, uszczelniając wszelkie szparki chusteczkami i watą i ograniczając swój udział w zajęciach biwakowych do przygotowania kanapek. Ku naszemu zdziwieniu, gdy tylko słońce schowało się za horyzontem, brzęczące tałatajstwo gdzieś pochowało się, jak na komendę. Mogliśmy spędzić resztę wieczoru przy ognisku. A był to niestety nasz ostatni wieczór nad Pilicą. Stąd już tylko kawałek do zalewu w Sulejowie, a ciągnie się on do samego Tomaszowa Mazowieckiego. Sulejów musieliśmy wyznaczyć na punkt docelowy naszego krótkiego spływu. Szkoda, bo dalej, za Tomaszowem, Pilica przepływa przez piękne lasy w Spale.

Poniżej Maluszyna Pilica jest oblegana przez wycieczkowiczów niedzielnych i popołudniowych z Łodzi. Rzeka jest tu czysta, piaszczysta, płytka - raj dla maluchów. Ich rodzice najwyraźniej mają zaufanie do czystości wody. Gdy rok później przejeżdzałem samochodem prze leżące znacznie niżej Białobrzegi, zatrzymałem się przed mostem i podreptałem nad rzekę. Woda nadal wydała mi się idealnie czysta, a chmara dzieciaków baraszkowała na piaszczystym brzegu i w rzece.

Pilicę trzeba zaliczyć. To rzeka miła, spokojna, nieuciążliwa, dość urozmaicona, gościnna i znakomicie nadająca się na spływy rodzinne z maluchami. Za niecałe 10 lat chciałbym popłynąć Pilicą raz jeszcze, ale dalej, do Warki, gdzie najwygodniej spływ zakończyć.


Powrót do strony kajakowej
˙